Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepewność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepewność. Pokaż wszystkie posty

18.8.14

245.

Odcinam się przy Orange is the new black, ale pozostaje przy zdaniu, że black is the new black. Praktycznie wszystko u mnie jest teraz black i czuję się tak jak wtedy, gdy byłam mała i nawet malowałam tylko czarnymi kredkami i mazakami. Tylko co jest wewnątrz mnie? Czy to też jest czarne? Strzelam, że tak. Że już dawno.
Chyba już wiem w czym problem. Chyba wiem dlaczego ostatnio nie mogę zasnąć i cudem jest to, że nie rozlewam nic z trzymanego kubka. Że jedno zdanie muszę poprawiać w dwóch miejscach, bo palce żyją własnym życiem.
Chyba się boję, że to znowu powróci. Że tylko to zakryłam, że nie wyleczyłam do końca. Zajęłam się szczęściem, a tamto pozostało i tylko czeka. Nie chcę powtórki. jestem teraz na to za słaba. Nie powinno tak być, ale to szczęście osłabia. Oślepia, ogłusza. Sprawia, że zapominasz o wszystkim. A co jeśli zniknie?
To wszystko tam rosło przez cały ten czas. Co jeśli zaatakowałoby teraz?
Nie chcę, żebyś był moim złotym strzałem.

27.5.14

240.

Dlaczego kiedy próbuję się ogarnąć wychodzi na to, że jestem jeszcze gorsza? Może przestanę mówić, a może patrzeć, a może w ogóle przestanę sobie być. Tam, gdzie powinno być wsparcie jest wyparcie. Gdzie powinno być zrozumienie i akceptacja jest odrzucenie. To wcale nie pomaga, a przecież nie jestem gorsza niż Wy, zastanówcie się.

14.4.14

234.

Trwam w ciężkim do opisania stanie. Wmawiania sobie, że chcę, żeby było dobrze a z przyzwyczajenia dążę do destrukcji. Zabijam Cię nieustannie. To się nie zmieni. Ja się nie zmienię. Musiałam sobie powtarzać 'nie rozpłacz się w autobusie pełnym ludzi'. A już było dobrze, chyba po prostu ja też mam swoją truciznę. I niszczy mnie już nie pierwszy raz, a i na pewno nie ostatni.
Słucham tych samych piosenek co kilka wiosen temu i czuję się jak kilka wiosen temu.
I tak myślałam, że ze mną nie da się długo być szczęśliwym.

3.4.14

232.

Znów te wieczory jak kiedyś, znowu najchętniej gdzieś bym uciekła. Najchętniej od siebie bym uciekła. W inne ciało, inny umysł, inne wspomnienia, inne pragnienia. Gdzieś, żeby już było spokojnie, dobrze i ciepło. Żebym dawała sobie radę bez ogrzewania przez kogokolwiek. Żebym dawała sobie rade sama. Posiedziałabym sobie gdzieś nad wodą, jak najdalej. Pewnie próbowałabym się uspokoić, spróbować o tym nie myśleć. Wypuszczając to zło gdzieś z oddechem, gdzieś z kolejnym biciem serca.
Utknęłam w miejscu, na zawsze już.

6.3.14

228.

Znowu uciekłam. Znowu skazałam się na samą siebie, ale przynajmniej więcej Cię nie skrzywdzę. Mam nadzieję.
Nie mogę spać, mimo że ciało jest wykończone po ćwiczeniach jednych, drugich to w środku wszystko we mnie chodzi. Maszyna odpowiadająca za wspomnienia działa na pełnych obrotach. Nie mogę jej zatrzymać. Nie umiem.
I znowu uciekłam.
Znowu uciekłam.

21.2.14

224.

Gubię się. Jak ponad rok temu. A myślałam, że mam to za sobą. Może nie nauczyłam się kochać w taki sposób jak reszta. Na pewno.

19.2.14

223.

Desperacko ratuję sobie humor żartując o własnym nieszczęściu.

222.

Obijam się o ściany próbując zgadnąć, któremu mogę zaufać. W końcu wybieram. Wydaje się miły, spokojny, dobra dusza. Po prostu. Więc kieruję się w jego stronę z nadzieją, że to przetrwam. Że to nie jest ten, który mnie zniszczy. Idę i napotykam tym samym śmierć. Przychodzą mi do głowy najbardziej tandetne słowa jakie mogłabym usłyszeć - pozory mylą. Nie tylko w śnie było mi dane się o tym przekonać.

18.2.14

221.

Tego się nie spodziewałam. A myślałam, że ja jestem najgorszą osoba jaką znam. Gettin' married to the devil, you can hear the wedding bells. Koniec z miękkim sercem, z elastycznym zaufaniem i koniec z resztkami wiary.

15.2.14

220.

Mam ochotę rozerwać sobie skórę i sprawić, żeby to całe zło, które we mnie siedzi wylało się i wreszcie przestało mnie zalewać od środka. Żeby z nim wypłynęło to, co we mnie najgorsze. Żebym w końcu mogła być dobrym człowiekiem, nie takim, który rani tych, których kocha a przy tym się uśmiecha, choć wie, że to złe. Nie takim, który udaje, że wszystko jest w porządku, kiedy nie jest.
Niedługo cała się zepsuje. Będę jedną, wielką hipokrytką. Staram się, lecz jest tylko coraz gorzej. Nie przejmuję się tym, że robię coś źle dopóki mnie to bawi. Dopóki mnie to nie rani. A może ranię innych, bo nie chcę być przez tą, która będzie cierpieć? Może tak zapobiegam kolejnemu zawodowi. Może czuję, że atak jest najlepszą obroną. Tylko gdzie mnie to zaprowadzi?

14.2.14

219.

Zaskakuję samą siebie. Jak bardzo mogę się jeszcze zatracić w swoim wyimaginowanym świecie? Bez reguł, bez odpowiedzialności. Chwilowy świat.

11.2.14

218.

Jednak nie potrafię tego zignorować. Jednak nie umiem przejść obojętnie. Przeliczyłam się i teraz to mnie zżera od środka. Już niedługo przyjdzie do Ciebie.

4.2.14

217.

Złość kipi mi na klawiaturę, a ból znowu zaopiekował się sercem. Gdyby mi na niczym nie zależało nie odczuwałabym tego, co teraz odczuwam. Nie chciałabym sobie wyrwać wszystkich włosów z głowy i zerwać skóry z ciała. Nie chciałabym płakać. Wyrzekłam się dla kogoś samotności. Wyrzekłam się z miłości. Okazuje się, że wcale nie zauważył. Że się nie skupił na dostrzeganiu. Ja tego już nie pokażę, skoro do tej pory nie zauważył to już tego nie zrobi. A to najcenniejsze co poświęciłam, to była moja skorupa.

1.2.14

216.

Nigdy więcej nie tknę starych postów. Mogę tu pisać, ale nie czytać. Samo to może sprawić, że znów się rozpadnę. Nikt tego nie chce.
Prawda?