24.11.13

207.

Tak łatwo mogłabym stracić grunt pod nogami. Gdybyś tylko wtedy wyszedł zabrałbyś to, na czym chwiejnie staram się utrzymać równowagę. Strąciłbyś mnie przypadkiem w koszmary z przeszłości, które schowane na dole, przykryte złudzeniami i nadzieją wciąż starają się wydostać. Mam swoją tarczę. To Twoje słowa, Twój dotyk i to jaki robisz z nich użytek. Budujesz wokół nas kolejne ściany, czyli coś czego ja sama nigdy bym nie potrafiła. Chronisz mnie przed sobą samą. Przed moją inną częścią, która kocha się w melancholii, depresji i autodestrukcji. Przez długi czas to ona była górą. Ciężko jest się pozbyć czegoś, co było z tobą przez tak długi czas. Było zamiast ciebie, kiedy ta delikatna i wrażliwa strona nie dawała rady wytrzymać tak wielkiego cierpienia. Przejęła kontrolę i nie pozwalała się już potem rozklejać i przez długi czas nie pozwalała kochać. A kiedy czuła, że ktoś może pokochać ją, mówiła, że nie chcę, żebyś mnie kochał. Ledwo utrzymując mnie w ryzach jednak nie radziła sobie z innymi. Było za późno, bo ktoś kochał. I ktoś cierpiał.
A potem były już tylko fajerwerki i spalanie. Zbieranie resztek po raz kolejny i odchodzenie.
Nieposprzątany rok ciągle gdzieś się plącze pod nogami i jedynie Ty sobie z nim radzisz. Razem sobie radzimy.

17.11.13

206.

Odkąd pamiętam fascynowały mnie postaci tragiczne. Chore psychicznie, w depresji. Z niektórymi potrafiłam się utożsamić, z niektórymi utożsamiali mnie inni. Oglądając kolejny raz factory girl przypomniałam sobie jak moje życie wyglądało rok temu. Jak wielkim byłam wrakiem i cieniem człowieka. Jak bardzo mi pomogłyście. Jak bardzo wam za to teraz dziękuję. Bo jestem tu, a kto wie co by się ze mną działo gdyby nie ten przełomowy wieczór kiedy na siłę ponownie wpasowałyście mnie w moje stare miejsce na świecie. Mój Andy mnie zniszczył, ale ta Edie miała przyjaciół, którzy nie pozwolili jej upaść. Mam tylko nadzieję, że to nie jest złudzenie. Że wszystko naprawdę jest już dobrze. Że nie przekonam się za jakiś czas, że tylko to sobie wmawiałam.
Ale jestem Twoim padawanem, może być tylko lepiej.

16.11.13

205.

Chyba pierwszy raz w życiu wyobrażając sobie przyszłość nie widzę jednej wielkiej, czarnej otchłani. Widzę wyraźnie. Szczęście i radość mi towarzyszą gdy pomyślę, że mogę przeżyć jeszcze wiele takich wieczorów, poranków i dni. Widzę Ciebie. Ty jesteś szczęściem.

11.11.13

204.

Doskonale rozumiem o co Ci chodzi kiedy mówisz, że nie masz czasami nad sobą kontroli. Ja traciłam ją wiele razy. Może zbyt wiele przez i dla niektórych. I'll open the door to heaven or hell. 

10.11.13

203.

Chciałam iść w drugą stronę. W stronę tego pomarańczowego nieba, które wyglądało jakby się paliło. W wielkim uniesieniu wracałam, powoli, pragnąc się nacieszyć tym pięknym momentem. Ludzie znikali mi z pola widzenia mimo, że wciąż tam byli. Zostałam tylko ja, moje myśli i zachwycające widoki. I znów walczyłam z pamięcią i znów mi się udało. To coraz łatwiejsze. Rzeczy, które sobie wmawiałam stają się coraz bardziej prawdziwe. Zaczynam wierzyć we własne urojenia. Tak mi się lepiej żyje. W końcu wszystko nabrało sensu. Zrozumiałam czemu tak a nie inaczej. Don't cry my love, don't cry no more. Mimo wszystko i tak o mnie nie zapomnicie. She lay under the midnight moon. Her restless body stiring until the magic morning hour. Like poison it succumbs her. 

6.11.13

201.

Tak delikatna skóra ma wady. Przepuszcza przykre słowa, które rozrywają od środka. Lecz też z większą siłą przyciąga te dobre co zawijają znów wszystko w kokon i możesz chwilę odetchnąć od ponownego rozrywania go. Te słowa idą za Tobą i to chyba tak bardzo w Tobie cenię.

29.10.13

199.

Wszystko pięknie, ach i och. Nie sądziłam, że będę kiedyś w ten sposób na to patrzeć. Opłaciło się. I to już nie jest tęsknienie za niemożliwym tylko tęsknienie od i do. 

28.10.13

198.

Wymieńmy uśmiechy mając gdzieś co było kiedyś. W końcu zawsze od Ciebie słyszałam, żeby zapomnieć o przeszłości.
Strasznie mi czas ucieka. Nie zauważam kiedy znowu pakuję się w kłopoty. Zobojętniałam na wiele rzeczy. Szczególnie na rzeczy, na które nie mam wpływu. I'm the girl you're thinking about. The one thing you can't live without. Trochę mnie martwi, że ostatnio dostaję wszystko czego chcę. Wszystko mi się układa. Wszystko pięknie, jak w bajce. Walczyłam o siebie ostatnio. Nie o kogoś. I chyba jestem silniejsza. Jeszcze bardziej. Chyba zrozumiałam, że to tylko bardzo zatarte wspomnienia. Rozumiesz? Takie, które jak wyprane kartki. Niepełne, ledwo odczytywane. Czasem natkniemy się na łzę, która rozmazała atrament zamazując słowa. Chyba lepiej nie pamiętać. Można przypadkiem natrafić na nie w szufladzie, ale nie przeglądać. Nie rozdrapywać starych ran. There's a look in your eyes. I know just what that means. I can be, I can be your everything. Wiem, że mogę. Może powinnam napisać wiem, że bym mogła. W końcu sama nie wiem czy tego chcę.
Zajmowana rzeczywistym światem, który jest tak bardzo niedojrzały, prymitywny i chory jak się tylko da zabijam w sobie to, co zwą delikatnością, współczuciem, empatią, duszą. Czuję się wyprana, naprawdę wyprana z tego wszystkiego co powinnam odczuwać. Chcę znaleźć czas na rzeczy, które kiedyś mi sprawiały przyjemność. Na przebywanie sama ze swoimi myślami. Na wywołanie dawnych rozmyślań. Na nie poddawanie się sztuczności tego co mnie otacza.
Marzy mi się jakieś tygodniowe odcięcie od świata. Gdzieś daleko, w lesie, przy jeziorze, pod pięknym niebem. Wtedy bym znalazła na to czas.
Napiszę kiedyś książkę, obiecuję, Z.
I'm the one that you need and fear.

22.10.13

197.

Chcesz ode mnie uciec a i tak wiem, że to czytasz. I tak wiem, że tęsknisz. I tak wiem, że chciałbyś, żebym była. A ja znikam w oczach, chwilę jestem tu, żeby za chwilę być gdzie indziej. Coraz mniej mnie jest, ale to lepiej. Może i pustka się zmniejszy.

16.10.13

196.

mówisz, że mnie kochasz, a nie ma Cię przy mnie. mówisz, że mnie lubisz taką jaką jestem, ale mogłabym zmienić to, tamto, sramto. mówisz, że znaczę dla Ciebie wszystko, a nawet nie stać Cię na kilka słów. mówisz, że zawsze będziesz, a już jakiś czas temu zniknąłeś. mówisz, że mam Ci zaufać, ale jak?

12.10.13

195.

to można porównać do tego momentu, w którym oswajasz się z jakimś ciałem. dowiadujesz się na przykład gdzie ma łaskotki i tylko od Ciebie zależy czy wykorzystasz to przeciwko niemu i zamienisz w torturę.

6.10.13

194.

Funny you're the broken one, but I'm the only one who needed saving. i to jest tak, że możesz być i jest dobrze, ale może też być bez Ciebie i to też będzie w porządku, bo słowa ranią, wiesz.

3.10.13

193.

ostatnie dni składają się z niewyobrażalnie wielkich pokładów nienawiści. nieprzespanych nocy, worów pod oczami, kawy, soup.io, pink floydów, tych sekund kiedy ścieram łzy z nie wiadomo jakiego powodu. sama już nie wiem co się ze mną dzieje. może powinnam to już zwać rutyną, a może to tylko jesienne doły. zapewnienia 'już wszystko w porządku'. dlatego doceniam tak bardzo każdą chwilę spędzoną z bliskimi osobami. może o tym nie mówię, bo ja nie lubię o takich sprawiać mówić. nie lubię robić z siebie kogoś słabego. ja jestem silna, tylko mam czasem chwilę słabości. jak każdy. z tym, że ja każdą chwilę słabości przemieniam w słowa, potem w zdania, a potem publikuję je tutaj. to pomaga. i każdy komentarz jest czymś, z czego się cieszę, bo wiem, że jeszcze ktoś tu zagląda.
że jeszcze ktoś się przejmuje.

30.9.13

192.

jest takich kilka piosenek, które kojarzą mi się z różnymi ludźmi. niektórych mogę słuchać, niektóre omijam szerokim łukiem. są jeszcze takie, które w zależności od humoru działają w różne strony. coraz trudniej połapać się czy słuchać dalej, czy wyłączyć jak najszybciej. mogę się domyślać, ale lubię czasami sama siebie oszukiwać.

19.9.13

191.

zaczną się wieczory przy herbacie, pod kołdrą z laptopem na kolanach, z kotem gdzieś obok. ze strachem gdzieś przykrytym warstwą zaufania. z narastającym smutkiem pasującym do pogody za oknem. z comą, a co za tym idzie - z rozterkami. wielka wiara tłumi lęk. pozwól, że uwierzę, że to już wszystko co mogło mnie złego spotkać. że teraz tylko do przodu z podniesioną głową. z coraz mniej udawanym uśmiechem i próbami życia jak dorosły człowiek.

15.9.13

190.

a ja jestem krucha, wiesz. łatwo się rozbijam, trudniej składam. i po którymś razie chyba pomyliłam kawałki. stałam się człowiekiem, którym kiedyś bym pogardziła. a teraz nie przeszkadzało mi to, ale chyba zaczyna. ktoś mi uświadomił dzisiaj co się ze mną stało. a ja wiem, że to nie tylko moja wina. każdy dołożył swój kawałeczek, żebym każdemu pasowała.

8.9.13

4.9.13

187.

i jedynie pozostaje wierzyć, że ta jesień nie będzie taka jak w tamtym roku. że słuchając comy nie będę sobie wypłakiwać oczu za każdym razem jak usłyszę listopad. że nadal mam przyjaciół, którzy choćby siłą wyciągną mnie z domu i nie pozwolą popaść w ten sam dół co wtedy. to by było za dużo. nie dałabym rady. dobrze, że jesteście.

24.8.13

186.

ktoś powiedział mi wczoraj kilka pięknych słów. że jestem wyjątkowym człowiekiem, naprawdę wyjątkowym. że zmieniam ludzi, że zwykłe sprawy ze mną nie są już proste. że czuje, że jestem ulotna. że teraz jestem, ale za chwilę może mnie nie być. widzisz, bo ze mną jest tak, że pancerz, który mam wszystko przepuszcza do środka, na zewnątrz pozostając nietkniętym. sama się nie orientuje czy coś już się zniszczyło dopóki nie przychodzi noc. dopóki nie zacznę rozmyślać nie mogąc skończyć. dopóki nie zwinę się z bólu.

18.8.13

183.

zawartość w butelce niebezpiecznie szybko znika a ja nie staje się szczęśliwsza. co zrobię jak i to przestanie działać? nie panuję nad przyciskiem zielonej słuchawki. nie panuję nad klawiaturą, na którą chciałabym zrzucić winę. nie, to nie ja pisałam. nie, to nie ja robiłam z siebie idiotkę. nie, to nie ja zrobiłam to wszystko. tak naprawdę tylko żartowałam. mam się świetnie. naprawdę nie musisz się martwić.

9.8.13

181.

no i o czym ta książka? o mnie i moich problemach? o nibynieomnie i nibyniemoich problemach? nie wiem od czego zacząć, którą historię opowiedzieć. na podstawie mojego życia powstałaby jedna dobra, lub kilka, ale mniej ciekawych. a może coś wymyślić? coś zupełnie nowego? może opiszę te wszystkie nieprzespane noce, chore pomysły, niezrozumiałe pragnienia. może zacznę udawać, że to prawda i w końcu w to uwierzę. zwariuję, ale będę szczęśliwa, bo o szczęściu sobie pomyślę. o Tobie. ten blog już nie jest żadną tajemnicą. pogratulujcie sobie, że macie wgląd do mojej duszy po prostu siedząc przed komputerem. nie przestanę tu pisać. polubiłam to miejsce. miejsce do wylewania zbyt dużego żalu, zbyt dużej ilości toksyn.
czuję się lepiej. a może to tylko iluzja, którą niedługo ktoś przerwie. i może tak będzie. na pewno tak będzie. czego się złapać?

24.7.13

179.

napisałam list, który mógłby wiele wyjaśnić, ale nie wiem czy to zrobi. napisałam, żeby nie zapomnieć. nie ominąć czegoś ważnego. a leżąc w nocy w łóżku słyszałam jak śmierć po cichu puka mi w ściany umysłu i wiem, że się gdzieś tam czai. nie opuści mnie, nigdy. może jest moim przyjacielem, w końcu zawsze będzie na mnie czekać. a może kimś kogo powinnam się strzec. nie bałabym się umrzeć. bałabym się tego, że nie będę wiedziała co u Was. i reakcji mamy. a tymczasem znowu mam ochotę rozpłynąć się pod świeżą warstwą łez.

2.7.13

175.

co teraz? co zrobić kiedy z dnia na dzień przestaję się do kogoś należeć? nigdy nie byłam w tym dobra. jeszcze długi czas czułam się własnością jego ramion, jego dłoni, Jego. jestem bezsilnością. i tak już chyba zostanie. sama nie potrafię być. muszę mieć kogoś. kogoś kto mi nie pozwoli popełnić tego głupstwa. chcę, żebyś mnie kochał.

28.6.13

174.

powoli pękałam i dałam się szybko posklejać.
cienka warstwa oddania. ciepłe, małe stworzonko, które daje mi poczucie stałości. w dodatku usłyszałam, że pomaga zwalczać depresję. tak jakby idealnie. czerwone kreski pojawiające się na moim ciele nie są moją zasługą, tylko jego, ale i tak jest lepiej. mimo, że przeszkadza mi w tym momencie to i tak za chwilę go przytulę i zapomnę o wszystkim co złe. mój kochany kot.

26.6.13

173.

już wie, więc i ja mogę pokazać choć trochę kim jestem. i może nie wyglądam, ale dorosłość już się mnie uczepiła i nie chce puścić. a co za dorosłością powinno iść - odpowiedzialność, ale do tego jeszcze mi daleko. 



24.6.13

172. i feel like i'm dying.

zawsze coś nie tak. zawsze jakiś kamień, niepotrzebne słowo. zawsze żałuję.
ciężko mi będzie znów się uśmiechać i udawać, że jest w porządku jeśli nie będę mogła nikomu się przyznać, że wcale tak nie jest. żebym Tobie się nie mogła przyznać. nie będę miała do kogo się przytulić, powiedzieć, że kocham. powiedzieć to szczerze. stałeś się moim  najlepszym oparciem. nie mogę sobie Ciebie odpuścić. nie potrafię. chciałabym tak jak kilka miesięcy temu być jak otępiała, ale oduczyłeś mnie tego. pokazałeś, że mogę komuś zaufać, że mogę się nie zawieść. nie doceniałam tego wystarczająco. a teraz?
powiedz, że nie jest za późno.

10.6.13

171.

odkryłam, że można kogoś kochać tak samo mocno, jak się go nienawidzi. i to jest złe, prościej byłoby nienawidzić. po prostu. wyzywać Twoje zdjęcia i przeklinać każdy ruch. i chyba powoli zaczynam chcieć, żeby tak było.

4.6.13

169.

za każdym razem szokujesz mnie pojawiając się, gdy tylko wszystko zaczyna mi się układać. tym razem nie bolało prawie wcale. może już się uodporniłam. na Ciebie.

2.6.13

168.

gdzieś pomiędzy przeczytanym właśnie zdaniem 'to nie boli', a the xx-intro znów możesz patrzeć przeze mnie. znowu zniknęłam nasiąknięta bólem.

20.5.13

167.

odcinam się. mam kogo kochać i dla kogo żyć. mam zapach konwalii w pokoju i książkę dla zabicia czasu, czego chcieć więcej?

19.5.13

166.

potrafiłam sobie wyobrażać, że jeszcze możemy. chodzić na spacer, uśmiechnąć się, dotykać po raz pierwszy. może powinniśmy wszystko zrobić lepiej. a może po lepiej, byłoby tylko coraz gorzej. a może chciałabym tego. wszystko rozpierdolić i nie wrócić. nie musieć sprzątać tego całego syfu jaki by powstał. z dnia na dzień zaczynam znowu czuć się coraz gorzej. na szczęście miałam kilka miesięcy, żeby nauczyć się udawać, że wszystko jest w porządku. że już nie boli i mogę ruszyć dalej. i że ruszam. że dobrze mi z tym, że ruszam.
find what you love and let it kill you. teraz tylko czekać, aż mnie zabijesz. tylko pozwól mi jeszcze, że na chwilkę wrócę do tamtego dnia. przypomnę sobie zapach łąki, dreszcz jaki wywołało zetknięcie się naszych dłoni. drewnianą budkę. uciekanie. kocham Cię, mówione po raz pierwszy. wszystko pierwsze.
przestań płakać.

16.5.13

164. just kill me.

jestem tak nieproduktywnym człowiekiem, że bardziej chyba nie mogę być. jedyne, co mi wychodzi to mieszanie innym w życiu, czego akurat nie chcę. nie byłoby prościej gdybym po prostu zniknęła? może lepiej by było mnie wspominać od czasu do czasu, a nie widywać, spotykać, kochać.
nie mogę znaleźć tej siły, która by mi pozwoliła uwierzyć, ze świat jest mój. że zasługuję na to, co dobre.
nie mam już siły próbować, mogłabym spędzić resztę mojego krótkiego życia w tym pokoju. w tych czterech ścianach, gdzie problemy nie zapukają drzwiami. byłabym tchórzem, ale chyba bym to zniosła. na jakiś czas. jedyne czego teraz pragnę to wyjechać, zostawić wszystko za sobą. chociaż na jeden dzień.
tak bardzo nienawidzę swojego ciała, a przyszło lato i jest zbyt gorąco na ukrywanie się. brzydzę się sobą. i jestem żałosna, bo moje próby zmienienia czegokolwiek są po chwili spisywane na straty.
chcę czuć się dobrze. kiedy się tak ostatnio czułam?
jak powstrzymywać łzy? powiedz mi, bo ja nie potrafię.

8.5.13

163. you love me for everything you hate me for.

myślę, że byłabym zupełnie inna. że samym złem i brakami. a tak to całością jestem i wiem, że mogę zaufać. tylko czemu każdy w końcu odchodzi? nawet kot, którego miałam dostać za miesiąc, zdechł. czemu przeszłość nie jest przeszłością i czemu kiedyś ubzdurałam sobie, że to dobrze? 
czemu za każdym razem kiedy idzie mi dobrze, Ty wracasz i wszystko psujesz? kolejny raz. czy Ty też nadal nie zapomniałeś?

28.4.13

161.

wesele. ja z przyjaciółmi. nagle Ty się pojawiasz. pijany roztrzaskujesz butelkę u moich stóp. i łzy chcą już ulecieć, ale to jeszcze nie czas. łapię Cię za rękę i wyprowadzam. pytam się co tu robisz. to wesele matki mojej jedynej miłości, odpowiadasz. trzymam Twoją twarz przypominając sobie jak kiedyś mogłam dotykać jej ile tylko chciałam. Tobie również chce się płakać. wychodzimy. pytasz się mnie czy tęskniłam, czy chociaż raz nie zapragnęłam Cię znowu.
zupełnie jak ja wtedy.
nie mówię nic, wtedy całujesz mnie, a ja chociaż znam te wargi dobrze, nie potrafię ich całować. mówisz mi, że kochasz. boże, czemu teraz?
całujesz jeszcze raz, kiedy kolejny raz milczę. ja tym razem nie uciekam, nie bronie się.
wtedy robisz coś co po raz kolejny łamie mi serce. zaczynasz się śmiać, patrzysz się na mnie jakbym była niczym. mówisz, że żartowałeś.
że co?
że zawsze może do mnie wrócić i to udawać, że nie zorientuje się. wtedy łez już nic nie powstrzymuje. zaczynam uciekać. gonisz mnie.
po co?
mówisz, że zawsze mnie znajdziesz, że zawsze będę tylko Twoja. 

nie wiem czemu śnisz mi się kolejny raz.

27.4.13

160.

łóżko jeszcze Tobą pachnie, ale uciekłeś ode mnie. jak każdy prędzej czy później. zrób mi jakąś krzywdę.

22.4.13

158. love is like a headshot

przestałam żyć Tobą, a zaczęłam kimś innym. jest lepiej. już nawet myślę, że przeżyje. myślałam, że to będzie trudniejsze. że będę wracać, płakać, zapominać przy kolejnym łyku. ale popatrz, wystarczyło tylko znaleźć kogoś kto mnie kocha. i może ja też ułożę sobie w głowie, załatam rany. mimo, że blizny pozostaną, to warto. blizny przypomną o wszystkim, co zrobiłeś. i że nie warto. że nie warto.

16.4.13

156. would you touch me?

 Open your heart, I'm coming home. może niepotrzebnie trzymam się tej nadziei, że odżyłam. a może to dobrze? może tym razem to nie będzie kłamstwo.

10.4.13

155. fuckin' Big Love


zakochałam się w tym filmie. kolejne wieczory zmarnowane w poszukiwaniu uczucia, którego nie ma.
Przeklinam cię i kocham cię, z miłości leczy... tylko śmierć.

9.4.13

154.

znowu mam chęć porozpadać się trochę. nie wiem dlaczego podoba mi się wizja ćpuńskiej miłości. even hell can get comfy once you've settled in. I just wanted the numb inside me to leave. nie da się. gdzieś naprawiając siebie kolejny raz zapomniałam dokręcić śrubkę i wszystko znów zaczyna szwankować. czasami mam ochotę porozrywać swoją skórę, spróbować to wyrwać siłą, potem zostaje taka podrapana a w środku taka sama. powiesz mi jak to zmienić? jestem bezsilna w walce z moimi demonami. wiele razy pokazały, ze mają nade mną władzę.
tak myślę, że moja śmierć nie będzie nudna. będzie desperacka, będę na boso i będę biec. z rozmazanym makijażem, w luźnych ubraniach, ze łzami na policzkach. z butelką wódki w ręce albo zamiennikiem w żyłach. z powiększonymi źrenicami w bezmyślnej potrzebie. w odruchu serca. nie zdołam do Ciebie dobiec. zginę gdzieś po drodze. światła. pisk opon. przerażenie kierowcy. moje zdezorientowanie. koniec. ale już wtedy będę mieć wieczny prezent na moim ciele dla Ciebie, więc i tak będziesz wiedział.
nie zapomnij o mnie.

6.4.13

24.3.13

152.

moje drugie imię to save me. nie potrafię tak, nie jest mi dobrze. czuję się pusta. i wiem, że tej pustki nigdy nie wypełnię, bo nie potrafię przestać kochać tego, o kim już dawno powinnam zapomnieć. znowu leci listopad, a ja znowu umieram gdzieś pomiędzy mała Ty wiesz, dławi mnie tlen a jak mogłeś odejść stąd w taką nieludzką noc? 
wracaj.

20.3.13

151.


Czas depresji jest złym czasem, od którego chciałoby się uciec, ale nie ma gdzie; chory jest w nim zamknięty, przegnieciony przeszłością, teraźniejszością i bez perspektyw przyszłości. W czasie tym niewiele się dzieje; przeżycia monotonnie obracają się koło tych samych wątków: beznadziejności, poczucia winy, lęku przed katastrofą.

a co jeśli Ci powiem, że nie potrafię już kochać?

18.3.13

150.

Ty mnie co? zraniłeś? ZRANIŁEŚ?!
wyrwałeś mi serce, pociąłeś na kawałeczki, zmiksowałeś i włożyłeś na powrót taką ciapowatą, niezdolną do uczuć wersję. to samo zrobiłeś z mózgiem. wiesz jak to jest, kiedy siedzisz i ktoś mówi o niczym ważnym, a Ty zaczynasz płakać? chcesz przestać, ale nie możesz? gapią się na Ciebie jak na idiotę kiedy zaczynasz się śmiać kilka sekund później a łzy nadal spływają po policzkach. zupełnie nie wiesz czemu zaczynasz się trząść i jedyne o czym wtedy możesz myśleć to to, że chciałbyś umrzeć? kiedy całe dnie spędzasz w pokoju unikając ludzi, słońca, za to zaprzyjaźniając się z poduszką, która ściera wszystkie Twoje łzy. kiedy na przemian jesz ogromne ilości, albo nie jesz nic przez dłuższy czas. kiedy mama zaczyna wypytywać. kiedy przyjaciele przychodzą i mówią, że czas już się ogarnąć, bo źle skończysz, a Ty potem udajesz, ze już wszystko w porządku, bo nie chcesz ich ranić. z czasem stwierdzasz, że masz depresję i Ci z tym cholernie dobrze. nawet wizja, że skończysz w szpitalu psychiatrycznym Ci nie przeszkadza, bo to przecież też jakaś ucieczka.
potem nastąpił przełom. nowy rok, nowi ludzie, nowe problemy. trochę zapomniałam i wybaczałam po trochu, ale kiedy mówisz mi, że tylko mnie zraniłeś, to wybacz, ale nie wiń mnie, że życzę Ci wszystkiego najgorszego.

17.3.13

149.

może zbyt wiele się wydarzyło. może dlatego jesteś wyprana z uczuć.

zbyt wiele ran do załatania. lekarze nie wyrabiają. *nie płacz*

10.3.13

148.

nawet nie wiesz w co się pakujesz.
a ja znowu się uczę tęsknienia. ręce znów dotykać chcą, a usta całować. i co ja mam z tym zrobić? nie chcę  znowu być bezbronna.
przeszłość wróciła i odeszła szybkim krokiem, pozostając niewyjaśniona.
a ja jestem, proszę pana, na zakręcie. moje prawo to jest pańskie lewo.


4.3.13

147.


  • -Nie chciałbym żebyś teraz zniknęła. Czy coś. I choć znam Cię tak krótko. To nie chciałbym. No po prostu. Nie i tyle. Nigdy. A gdybyś Ty chciała. To Cię znajdę.
    -Obiecaj.
    -Obiecuję.

    teraz pozostaje najtrudniejsza część - dotrzymanie słowa.

24.2.13

145.

najgorzej jest, kiedy wiesz, że miałeś przy sobie miłość swojego życia i wypuściłeś ją z rąk. tak po prostu. jakby nic nie znaczyła. a znaczyła wszystko. teraz nic nie ma znaczenia, bo miłości nie ma.

15.2.13

143.

dlaczego przewijają mi się przez głowę obrazy rozlewanej krwi, stłuczonych butelek, zniszczonych korytarzy, bosych stóp biegnących po autostradzie uciekających nie wiadomo dokąd? to chyba nie miało miejsca.
już niczego nie jestem pewna, nie ufam sama sobie. nie potrafię sobie przypomnieć, czy to aby na pewno sen, czy może prawda. po chwili dochodzę do wniosku, że na pewno sen, ale wątpliwości są, chociaż już zdecydowałam. boję się o siebie. boję się o to co mam w sobie. boję się, że może to doprowadzić do czegoś chcianegoniechcianego, a wtedy nie będzie odwrotu.
a teraz wszystko widzę w ciemnych barwach i podoba mi się to. podoba mi się to, że boso uciekasz pośród kilku świateł. podoba mi się tło z tych potłuczonych butelek i zniszczonych korytarzy. podoba mi się perspektywa ucieczki z tego miejsca. z małej chmury duży deszcz.
hej, pewnie nawet nie zdawałeś sobie sprawy, że tak mnie spierdolisz kiedy odejdziesz hm? teraz dobrze Ci, bo nic nie wiesz. ale dowiesz się kiedyś tam i może przemyślisz to, za kogo chcesz być uważany, a kim naprawdę jesteś. bo nic nie jesteś wart, nic. a ja teraz nienawidzę Cię ze wszystkich sił i brzydzę się Tobą. masz błękitne oczy, a ja nie tych szukam, nie tych pragnę.

10.2.13

142.

zabieram książkę i znowu znikam. znowu może uda mi się zapomnieć. ale noc przypomni, jak zawsze. już nie pamiętam jak to jest przespać całą noc bez budzenia się z koszmaru i rozpaczliwego łapania powietrza. bez powtarzania sobie sobie jak mantry, że to tylko sen. bez zastanawiania się czy coś rzeczywiście się stało, czy może znowu pomyliłam jawe ze snem.

8.2.13

141.

byłoby prościej gdybyś był przy mnie. byłoby dobrze. w końcu.
jestem cieniem człowieka, którym kiedyś byłam. mogę się wtopić w tłum i nikt już nie zadaje tamtych pytań. nikogo nie interesuje moje dziwaczne zachowanie. moja lekkomyślność, nieopanowanie. moje płynące łzy nawet nie robią wrażenia, kiedy szybko je usprawiedliwię zmyślając powód, który łatwo zrozumieć i zaakceptować.
ignorując fakt, że tracę rozum poprzez stwierdzanie, że to na pewo nie moja głowa pokazuje mi te obrazy sama z siebie tylko na skutek rzeczy wykrywalnej we krwi.
kiedy się pozbieram i pozwolę sobie zakochać się w kimś innym?

29.1.13

139.

Chciałabym być nią. Już nie pamiętam jak to jest Cię mieć. Chciałabym być klawiszami, w które tak często uderzasz. Już nie pamiętam jak to jest być dotykaną przez Ciebie. Chciałabym być szyjką od jakiegoś napoju, albo chociaż papierosem. Już nie pamiętam jak to jest być całowaną przez Ciebie.
Chciałabym cofnąć czas.
Jestem dla Ciebie obojętna jak te zaspy śniegu. Bawi Cię to, że udało Ci się zapomnieć, a mi nie.
Jestem przerażona tym, że możesz kochać kogoś innego. Tym, że zapomnisz. Że jak Ona zapyta Cię o przeszłość odpowiesz przeszłość to przeszłość. to nieistotne, nieważne, wyblakłe.
Odwracanie uwagi od bólu serca powodując inny stało się coraz łatwiejsze.
Kiedy słyszę pierwsze słowa z piosenki HuczuHucza - gdyby nie to łzy pojawiają się automatycznie. Bo wiem, co będzie dalej. Wiem, że to mnie opisze. Przypomni mi się wszystko i rozpadnę się ponownie.
Dałeś mi nieumyślnie pozwolenie na śmierć. Skorzystam? Lepiej by było, gdybyśmy byli martwi.

24.1.13

137.

Może ja muszę być sama. Gdybym miała Ciebie, a Tobie by zależało, to zabijałabym Cię tak samo jak zabijam siebie. Może dlatego - wmawiam sobie. Tego bym nie chciała.

20.1.13

134.


W głowie mi się kręci od alkoholu, rzeczywistość zamazuje mi się jeszcze z innego powodu. Biorę kołatkę w rękę i uderzam kilka razy. Wołają Cię.
Szok, może trochę radość? Słuchamy siebie, patrząc w oczy, od czasu do czasu uciekając spojrzeniem do bezimiennych psów. Uśmiechasz się. Czemu? Cieszysz się, że przyszłam, czy tak bardzo rozbawia Cię obraz, który widzisz gdzieś za mną? Tonę w tych brązowych oczach i zapominam, co miałam powiedzieć. Jest ciemno i zimno, więc pytasz się czy przeszłam te kilometry tylko po to, żeby postać i nic nie mówić. Lubię na Ciebie patrzeć.
Dreszcze. Proszę Cię byś poszedł po kurtkę, ja w tym czasie próbuję sobie przypomnieć, co takiego ważnego miałam Ci do powiedzenia. Otumaniona lekko uśmiecham się kiedy wracasz. Mówisz, że nie jesteś już tą osobą co kiedyś. Że wcale nie tęsknisz, że dasz sobie radę sam. Ale ja nie dam – chce krzyknąć, milczę. Ponownie zadajesz mi pytanie czemu przyszłam, czego chcę. Stwierdzasz, że po pomoc. Tak, umieram bez Ciebie, ale nadal tego nie wypowiadam. Kłamię, że wcale nie. Drążysz. dlaczego w takim razie, czego chcesz? Ciebie chcę. Mówię w końcu. Nie wiesz jak na to zareagować i wciąż jak mantrę wmawiasz mi, ze już nie jesteś taki. Że nie upadniesz przede mną na kolana. Wiem, mówię. Widzę jednak Ciebie w Tobie. Tego starego Ciebie, w myślach to wszystko mam. Nie wypuszczam. Nie chcę się kłócić. Sam się przekonasz.
Patrzę na Ciebie i chcę Cię objąć, pocałować. Przepraszam. Teraz Ci się przypomniało? Nie. Kręcisz głową, wiem że nie umiem trafić. Pytam wprost czy chcesz to zakończyć. Odpowiadasz, że tak i uśmiechasz się. Ale to nie jest ten szczery uśmiech, który pamiętałam nadal, mimo że Ty jak sam powiedziałeś, prawie zapomniałeś jaki mam głos. Stoję i nie wiem już co mówić, myślę sobie że mogłam przyjść wczoraj, ale mówisz, że Cię nie było, a jutro chyba się przeprowadzasz i pytasz mnie co bym zrobiła jakbyś już tam nie mieszkał. Wymyśliłabym coś. Przeznaczenie? Po chwili stwierdzasz, że normalny człowiek już by sobie poszedł. Ale ja nie jestem normalna. Jestem chora, umierająca. Bliska końcowi. Potrzebująca, pachnąca desperacją. Może dlatego mnie nie chcesz.
Mówię no to idź. Wymijasz mnie i wchodzisz do domu. Kiedy byłeś tuż przy mnie miałam ochotę zatrzymać Cię, ale byłam sparaliżowana. Czy Ty naprawdę już nic nie czujesz? Tak się w ogóle da?
Zapomniałam powiedzieć Ci tego, co najważniejsze, bo chyba podświadomie czułam, że aż tak wielkiego bólu po słowach ale ja Ciebie nie, chyba bym nie zniosła. Wyżywam się na niewinnym drzewie, żałując, że nie pozwolicie mi siebie samej skrzywdzić. Wracając jestem jak maszyna. Nie chce mówić, słuchać. Wracam w ciszy na nowo przypominając sobie sytuacje sprzed kilku minut. Płaczę, bo jestem tak niewyrażona.
Potem wysyłam w wiadomości do Ciebie o 4 nad ranem kawałek duszy Szymborskiej. ‘Nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem. Jeśli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem - pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta, o ile mamy dalej żyć.’ A wcale nie chcę żyć, nie tak.

16.1.13

133.

czemu nie umiem mieć takiej postawy jak Ty? mieć ten dar zapominania i chowania pod dywan. tego, że nieważne jak boli to to znosisz. czemu żyje w czasach, że takie rzeczy muszę mówić przez jakiś komunikator zamiast napisać list, albo powiedzieć twarzą w twarz?

15.1.13

132.

bring the drugs baby i can bring my pain
już proszę... nie jestem aż tak silna. mam ochotę wybiec z domu, iść do Ciebie, zrobić to o czym od dawna marzę i wreszcie spokojnie zasnąć. i chyba tak zrobię, chociaż dochodzi już 23.

131.

leże i zastanawiam się na jak długo jeszcze wystarczy mi łez. jestem godna podziwu ile wylałam w roku 2012. nie chcę powtórki, a zaczyna się ta sama historia. to samo znikanie. czy jestem wystarczająco silna, żeby wszystko powtórzyć? czy jestem wystarczająco inna? nie wiem czy nadal Ci pasuje. chcę leżeć jak ulał na Tobie. i żebym mogła powiedzieć już my.

11.1.13

129.

korelacja między nami.
i kiedy powiedział on tęskni cały zeszły rok przestał istnieć. wczoraj, dziś i jutro - jesteś szczęściem. wynoszę Cię na piedestał. tli się to we mnie, rozniecę to z Tobą. i będzie nam już dobrze, obiecuję.

7.1.13

127.

brudny śnieg, przejeżdżające samochody i ja mówiąca Ci, że to nie ma sensu. łzy w oczach nie tylko u mnie. patrzysz i nic nie rozumiesz. szczerze? ja też nie. ale brnę dalej. mówię, że się zmieniłeś, że ja się zmieniłam. że na złe. że nie wychodzi już nam miłość. że nie wychodzą uśmiechy, pocałunki, przytulanie. coraz bardziej łzy cisną się na policzki, ale nie przerywam. mówię, że to musi znaleźć swój koniec. teraz. patrzę Ci w oczy i widzę ten ból. twierdzisz, że zmienisz się. że razem się zmienimy. ale ja nie chcę się zmieniać. nie chcę zmieniać Ciebie.
- i tak nic by to nie dało - mówię. powoli zaczynasz czuć złość.
- to przez niego? -pytasz.
- no jasne, że nie.
- jasne.
coś zmienia się w atmosferze. nie walczysz już o nas. atakujesz.
bronię się. mówię, że skończyliśmy rozmowę. pytasz czy to oznacza koniec. odpowiadam, że tak i zaczynam płakać. nie wiesz co zrobić, więc proszę, żebyś odszedł. patrzysz ostatni raz i zostawiasz mnie. nigdy wcześniej nie czułam się tak źle, że aż miałam ochotę zwymiotować. and please don't cry I know how you feel inside. I've been there before, somethin's changin' inside you.




rok temu o tej porze.

126.

z każdym ruchem na zielonym pasku cieszę się coraz bardziej. po stresującym dniu typu zamknij się i rób co musisz, żeby przeżyć postanowiłam się uraczyć dobrym brzmieniem. wieczór więc przepadnie mi przy guns n' roses.
pierwszy raz od dawna czuję, że naprawdę się o coś postarałam i udało mi się. i humor teraz mam taki, że jedna myśl go opisać może - I ain't goin' down no more.
i spojrzenie na pewne sprawy nieco inne mam. spokojniejsze. cierpliwe.

6.1.13

125.

i słyszę w przestrzeni don't you call anybody else baby? 'cause I'm your baby still i myślę, że to mi już nie przejdzie. myśl, że mogłabym to samo z kim innym odrzuca. to już by nie było wyjątkowe, a na pewno nie z miłością. bo to byłoby kłamstwo. takie co boli, co przypomina się po fakcie. i chcesz znaleźć ukojenie i zmywasz z siebie wspomnienia, ale one wracają. i wcale nie podoba Ci się to, co widzisz. bo to wszystko było przyprószone oszustwem. i cierpisz, po raz kolejny. i tylko ta jedna osoba może Ci pomóc, a wiesz, że tego nie zrobi. więc cierpisz jeszcze bardziej.

3.1.13

124.

nienawidzę jej. nienawidzę tego jej śmiechu, szydzenia. robienia tego co chce nie patrząc na konsekwencje. jej braku odpowiedzialności. jej łamania postanowień. nienawidzę jej krytyki, tego, że mówi jedno robi drugie. że zawsze jej coś nie pasuje. jej marudzenia. skłaniania mnie do pójścia na łatwiznę zamiast do zrobienia odważnych kroków, które mogłyby wszystko zmienić. nienawidzę tego, że jest tchórzem. że boi się powiedzieć Ci co czuje. tego, że ona to ja. 

1.1.13

123.

tęsknie. szczególnie, gdy chłód za oknem i w sercu nie do zniesienia staje się.
pamiętam jak mówiłam Ci je t'aime.